z nami od: 2009-02-21 ostatnio widziano: 2012-01-24 14:32:46
35236
Speedway ponad wszystko!!!
OCEŃ PROFIL
Średnia: 8.93 Liczba ocen: 29
MAPKA
ULUBIONE KLUBY
OPIS
Mieszkając od 30 lat w Warszawie wychowałam małego Warszawiaka na takiego kibica żużla,że na swoją osiemnastkę pomalował swój pokój w barwy Startu Gniezno, gdzie jeździł do dziadków w dzieciństwie - moich rodziców.Nie opuścił żadnego meczu na Racławickiej w sezonie 2000 - 2003 a potem jeździł ze mną do Bydgoszczy ,do Wrocławia, do Pragi na GP, na Puchar Świata,sam mnie ciągnął...taki ewenement. Warszawka...jest tu paru takich jak ja, na szczęście!Trzymajmy się razem!
NAJŚWIEŻSZE WPISY NA BLOGU
Polewaczki i beczka śmierci
niedziela, 18 grudnia 2011, 23:34


Najwcześniejsze wspomnienia z meczów żużlowych kojarzą mi się z polewaczkami. W upalne letnie dni cała chmara dzieciaków biegła w czasie polewania toru pod bandę i wrzeszczała „Śmigus dyngus!” Wraz z braćmi byliśmy cali szczęśliwi, gdy opryskała nas woda od stóp do głów na stadionie gnieźnieńskim. Kierowca polewaczki robił nam wielką frajdę, bo niewiele było atrakcji w tamtych czasach.
 


Czarno – biały telewizor już był sensacją. Zamiast gier komputerowych mieliśmy kapsle albo obręcz od roweru z pogrzebaczem i urządzaliśmy wyścigi na cztery okrążenia po podwórku. Z lat sześćdziesiątych pamiętam też widok „beczki śmierci”. Ustawiano ją przy okazji odpustu świętego Wojciecha na targowisku. Ojciec zabierał nas co roku w kwietniu i fundował bilety. Patrzyliśmy z podestu ustawionego na zrębie wielkiej beczki, jak motocyklista rozpędza się na dolnym poziomie i zatacza kręgi coraz wyżej i wyżej. Po kilkunastu sekundach znajdował się w górnych strefach beczki i z ogromnym hukiem pędził w pozycji poziomej napędzany siłą odśrodkową. Podobno w tamtych czasach nawet żużlowcy startowali w beczce śmierci. Huk i dym był niesamowity aż ciarki przechodziły po plecach. Jazda - zaprzeczenie grawitacji. Po krótkiej przerwie jeździec zaczynał następną rundę, gdy tłum nowych gapiów zapełnił „taras widokowy”. Dźwięk dudniącego basowego ryku silnika rozchodził się po całym mieście… Nie była to typowa rozrywka dla małych dziewczynek, ale ja bardzo się zawsze pchałam jak najbliżej czegoś, co mnie fascynowało.


Dlatego też samo ochlapanie przez polewaczkę albo w późniejszych czasach lekki „śmigus dyngus” nie wystarczało mi. Kombinowałam sobie jak tu zbliżyć się do polewaczki i wejść do kabiny w trakcie polewania toru. Na meczach było to niemożliwe, ani w Gnieźnie ani gdziekolwiek indziej. Więc będąc kiedyś w Łodzi z rodziną na zakupach urwałam się na godzinkę i pojechałam na stadion. Środek tygodnia, cisza, spokój, polewaczka i traktor stały sobie obok pomieszczeń warsztatowych. Ucięłam sobie pogawędkę w warsztacie przy kawie z panem polewaczkowym. Był lekko zdziwiony, że ja tylko z tęsknoty za żużlem przyjechałam tutaj popatrzeć na sprzęt, na tor i powąchać atmosferę stadionu. Potem przyjechał na rowerze jakiś pan i też się okazało, że z sentymentu wstąpił na stadion. Niestety, wtedy nie dane mi było się przejechać polewaczką. Tor był zroszony wcześniejszymi opadami.


Ale niespodziewanie udało się w Poznaniu w 2008 roku. W poniedziałkowy pomeczowy ranek byłam na stadionie świadkiem treningu duńskiego zawodnika Skorpionów. Mechanikiem Andersa Andersena był Sławomir Derdziński, zawodnik Gwardii Warszawa z sezonu 2000.Wtedy wraz z Arkiem Zarembą, Wojciechem Żurawskim, Dariuszem Patynkiem, Wieśkiem Ośkiewiczem, Ryszardem Franczyszynem, Jarkiem Wiśniewskim i Markiem Ochalem zdobywali punkty dla nowo powstałej drużyny II-ligowej. Wspominaliśmy sobie dawne czasy i cieszyłam się, że Sławek mnie rozpoznał. Mimo iż minęło kilka ładnych lat. Wtedy jeszcze siedziałam spokojnie na trybunach i najwyżej po meczu stałam grzecznie w kolejce po autograf. Dopiero później się rozbestwiłam: wieszałam plakaty, robiłam kawę przed zawodami i znosiłam z biura do parkingu, prałam kevlary po treningach i przywoziłam w niedzielę rano na stadion.

Bardzo było mi miło spotkać Sławka i to tak nieoczekiwanie. Dzięki jego wstawiennictwu udało mi się wejść do polewaczki w trakcie roszenia toru i zrobiłam kilka okrążeni, siedząc szczęśliwa obok kierowcy. Pstryknęłam ze dwie fotki na pamiątkę, bo nikt by mi nie uwierzył. Moje marzenie spełniło się! Tęcza przed szybą, szum wody, warkot silnika.


W polewaczkach jest jakaś dusza. Niektóre są stare, zardzewiałe i pospawane jak nasza na stadionie Gwardii w latach 2000 – 2003 albo super nowoczesne jak w Lesznie z wizerunkami byków i barwach Unii. Większość jest oklejona reklamami firm jak te w Gnieźnie, Opolu czy Pile. Każda jest inna, ale co ciekawe - wielu panów obsługujących polewaczki ma na imię Janek. Przypadek?

A beczki śmierci podobno funkcjonują do dzisiaj w Peterborough, gdzieś w Tajlandii i we Władysławowie. Można odświeżyć wspomnienia z dzieciństwa…


Teresa Juraszek
www.zuzel.waw.pl
Serce wieżyczki – pulpit!
sobota, 19 listopada 2011, 17:09



Od dzieciństwa fascynowało mnie to niedostępne miejsce - wieżyczka. Patrząc w górę, zastanawiałam się zawsze jak tam jest w środku. Gnieźnieńska wieżyczka jest mała i prowadzą do niej kręte schody. Kiedyś udało mi się wejść na podest w czasie treningu.








Ale nie wyżej. To miejsce jest zarezerwowane tylko dla sędziego, chronometrażysty, spikera i sekretarza zawodów. Ale po uzyskaniu licencji spikera miałam dostęp do tego wspaniałego „serca” każdego stadionu żużlowego.

Wiadomo, trzeba sposobu. Przedtem udało mi się wejść przed zawodami na wieżyczkę w Równem na długo przed zawodami, bo nie było ochrony, a pan kierownik zawodów był bardzo miły i jakoś po rosyjsku się dogadałam. To jedyne w swoim rodzaju przeżycie dla kibica móc obejrzeć pulpit w dwujęzycznym opisie przycisków.

Widok z tego miejsca jest zawsze niesamowity. Widać taśmę startową z góry i cały owal stadionu okiem sędziego. Podobnie jak w Równem – wieżyczki w Toruniu, Rybniku, Lublinie, Opolu, czy Lesznie są przestronne, bo są częścią kompleksu budynku. W Pile wieżyczka jest wolno stojącym obiektem architektonicznym, ale posiada wiele pomieszczeń i przedzielonych szybą stanowisk dla funkcyjnych. Nawet mini kuchenkę. W Gnieźnie natomiast brak „przepierzeń”, ale przez to lepszy kontakt między pracującymi podczas zawodów. Można zerkać na program sędziego i laptop sekretarki, pani Honoraty. Moje pierwsze zmagania z mikrofonem przypadły na upalne sierpniowe dni. Na „startowej” wieżyczce było niemiłosiernie gorąco pod blaszanym zadaszeniem. Woda mineralna grzała się w butelkach, a otwarcie drzwi nie powodowało przeciągu…

Ale za nic w świecie bym nie oddała tych chwil spędzonych na wieżyczce w Gnieźnie. Teraz wspominam je z rozrzewnieniem, bo spełniło się moje marzenie z dzieciństwa. Dotknąć pulpitu sterowniczego, zobaczyć z góry jak taśma się podnosi po geście sędziego. Wychylać głowę śledząc walkę na łukach… Szkoda, że już wzrok nie ten, bo literki w programie małe, czasem brak kolorów kasków i trzeba było przed zawodami malować sobie wszystkie biegi flamastrami. A w Sanoku to już była masakra. Eliminator. Nie mogłam nadążyć z wypełnianiem „pierwszy z trzeciego, drugi z czwartego, trzeci z pierwszego biegu….”. Cała byłam spocona mimo panującego mrozu. Wieżyczka w Sanoku jest oszklona i wychodzi z pięterka na zewnątrz budynku. Wchodzi się na nią po dostawianych schodkach, a dalej trzeba skakać przez parapet. No nie, już spróbowałam tego „chleba”, to nie dla mnie. Niech młodzi i przebojowi ludzie o sokolim wzroku i nerwach jak postronki zajmują się prowadzeniem zawodów.

I najlepiej panowie. Choć na IMP w Lesznie słyszałam głos Karoliny Dworakowskiej, która pewnym głosem informowała o bieżącej punktacji i przekazywała komunikaty. W nowym sezonie zapewne sporo młodych ludzi będzie podchodziło do egzaminu na spikera. Życzę im jak najlepiej i niech spełnią się ich marzenia o wejściu na wieżyczkę. Ja powoli się będę wycofywać z czynnego życia żużlowego. W tym roku nie byłam na ani jednych zawodach z cyklu GP. Powód – mój osobisty sprzeciw przeciwko nowym tłumikom. Wielu kibiców się odgrażało, że będą strajkować, ale i tak jeździli. Ja zaliczyłam kilka meczy „domowych” i wyjazdowych Startu oraz imprez ogólnopolskich z udziałem zawodników gnieźnieńskich, no i prawie wszystkie młodzieżowe zawody drużyny warszawskiej. Wspominałam je w poprzednich felietonach. Mam wiele pomysłów na nowe artykuły i zima mi niestraszna. Mam, co wspominać.

W tym sezonie podglądałam w parkingach wyposażenie żużlowców, ich dowcipne obszycia na torbach, napisy na samochodach, naklejki na busach i różne fajne akcenty żużlowe. Osobne miejsce mają w moim sercu polewaczki. Są bardzo ważnym elementem każdego meczu żużlowego. Raz udało mi się przejechać dwa okrążenia polewaczką w Poznaniu. Jak pięknie lśniła tęcza przed przednią szybą polewaczki! Ale najfajniejszy pępek świata stadionu to wieżyczka i pulpit. Cieszę się, że spełniłam swoje marzenie o wejściu na wieżyczkę. Nie były to co prawda ekstraligowe wieżyczki, ale jeszcze mam w planach zdobycie kilku, choćby po sezonie. Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle!

Teresa Juraszek
www.zuzel.waw.pl

Żużel XXL
wtorek, 18 października 2011, 09:53
Mogłoby się wydawać, że teraz zacznę autoreklamę moich podkoszulek żużlowych. Otóż nie. Chodzi o obraz olejny, który otrzymałam niedawno na imieniny. Zajmuje prawie całą ścianę, więc mam go przed oczami rano, gdy wstaję z łóżka i wieczorem, gdy zalegam zmęczona z książką czy laptopem na kołdrze. Ale wzrok sam kieruje się w stronę przeciwległej ściany.

Na łuku składają się trzej jeźdźcy w tumanach kurzu – dwaj zawodnicy w plastronach Atlasu Wrocław i w żółtym kasku – Gorzowa. Taki właśnie obraz namalował dla mnie kolega, który zna moją żużlową pasję. Jako artysta plastyk często zżymał się, widząc olejny tryptyk w ponurych barwach wiszący od lat w dużym pokoju. - Dawaj Teresa te bohomazy, ja ci rozświetlę pokój jakąś bardziej optymistyczną abstrakcją! - Dobra – mówię - ale pod warunkiem, że to będzie żużel – stadion, zawodnik, jakieś detale typu kask, motocykl, koło… Daję ci wolną rękę.


No i znieśliśmy do samochodu trzy duże blejtramy ledwo mieszczące się w bagażniku i na siedzeniach. Minęła wiosna, lato, przyszła jesień. Telefon. - No, prawie skończone, zapraszam na konsultację – mówi Andrzej. Trzeba dodać, że artysta urodził się w Poznaniu i czasami chadzał na żużel za czasów Poloneza, więc zna się na rzeczy. Namalował trzy obrazy dające się połączyć razem i wówczas wygląda to wszystko efektowniej. Po wspólnych przymiarkach i ustaleniach zakupiliśmy śruby i listwy do ram o długości 245 cm, żeby scalić tryptyk. Szerokość wyniosła 1 metr. Dzieło wyglądało imponująco, ale gorzej z transportem. Musieliśmy lawirować pod różnymi kątami na klatkach schodowych i nieść przez pół Ursynowa, bo do żadnego samochodu ani autobusu obraz się nie zmieścił. Dzielnie z synem maszerowaliśmy po ulicy budząc zaciekawienie przechodniów. Po zawieszeniu na ścianie długo delektowałam się widokiem tego dzieła. Widać że twórca też bardzo dużo serca i talentu włożył w swoją pracę, chcąc zrobić mi przyjemność. Spodobał mu się ten temat i nawet jest chętny do następnych zamówień „żużlowych” obrazów olejnych. Widocznie ma dość portretów i pejzaży…


Inauguracja prezentu imieninowego zbiegła się z premierą filmu o Krzysztofie Cegielskim. W sobotę odbierałam obraz, a w poniedziałek podawałam rękę bohaterowi filmu, Januszowi Kołodziejowi, Grześkowi Rempale i dawno niewidzianym kibicom zamieszkałym w Warszawie. Na premierę zjawili się licznie, zaciekawieni reklamą w mediach. Nawet odbierałam telefony z odległych miast, że akurat 3 października ktoś przyjeżdża w interesach do stolicy i czy będzie miał możliwość dostać się na premierę. Nie było bufonady, czerwonych dywanów i fanfar, garnitury i krawaty nie obowiązywały – to było sportowe święto Krzyśka Cegielskiego. Przyjechał z Krakowa samochodem z przyjaciółmi i już o 17.00 witałam ich pod Multikinem. Żeby nadać żużlowego charakteru naszej – organizowanej wspólnie przez Canal+ i Warszawskie Towarzystwo Speedwaya – premierze - przywieźliśmy Jawę i ustawiliśmy przy wejściu w holu.


Niestety, przepisy przeciwpożarowe nie pozwoliły odpalić motocykla w kinie. Ale i tak było klimatycznie. Wynajęliśmy salę i sprzedawaliśmy cegiełki po 20 zł na rehabilitację Andrzeja Szymańskiego, który uległ wypadkowi w Rybniku w 2001 roku i podobnie jak Krzysztof Cegielski zmaga się ze skutkami kontuzji. Ludzie wrzucali banknoty do kasków żużlowych z goglami. Wszyscy witali Krzyśka przy wejściu i przybijali piątkę z Januszem Kołodziejem. Każdy mógł pogadać przed i po filmie z zawodnikami, nie było barier i ochroniarzy. Chyba że udzielali wywiadów do radia i telewizji. Było kilku dziennikarzy i dwie kamery, kilku oficjalnych gości, ale dominowała atmosfera przyjacielskiej bliskości twórców filmu z kibicami. Wielu kibiców, a także reżyser filmu mieszkają na Ursynowie - stąd akurat ta lokalizacja.

Ku mej wielkiej radości przyjechał z Opola Stefan Machel – gitarzysta mojego ulubionego zespołu TSA. Długo rozmawialiśmy pod parasolami w greckiej knajpce pod Multikinem z twórcami filmu i kibicami oraz głównym bohaterem. Grzegorz Milko odbierał gratulacje i dzielił się wspomnieniami o kulisach powstawania filmu. Takiego wieczoru imieninowego nie mogłam sobie wymarzyć w najśmielszych snach!

Teresa Juraszek
www.zuzel.waw.pl
Komentarze
agusia16
agusia16 [107/370] 2011/02/09 21:46
+ 10 ;)
pozdrawiam ;]

mimix100
mimix100 [1083/4745] 2010/11/29 17:38
Witam,pozdrawiam i dyszkę zostawiam :)
Zgłoś naruszenie
Ocena: 4.1

kuba1998
kuba1998 [260/2076] 2010/08/26 22:40
+10 od młodego Falubazowicza.
Zgłoś naruszenie
Ocena: 4.79

organica
organica [1380/10250] 2010/07/16 09:08
Pani Tereso, jak się udał debiut w roli spikera??
Zgłoś naruszenie
Ocena: 4.36

krzysiek-49
krzysiek-49 [565/3875] 2010/04/28 20:52
10 z Gdanska pozdrawiam
Zgłoś naruszenie
Ocena: 3.89

Izabela-Kobielska
Izabela-Kobielska [144/2728] 2010/04/16 13:04
będzie kontynuacja i foty też:) wszystko w swoim czasie:)
Zgłoś naruszenie
Ocena: 4.55

forest1
forest1 [199/604] 2010/03/26 16:23
Pełny podziw za profil,za Adama i Tomasza Fajfer 10! na Skałce zawsze byli goraco oklaskiwani.
Zgłoś naruszenie
Ocena: 4.21

Izabela-Kobielska
Izabela-Kobielska [144/2728] 2010/01/15 16:05
pierwsze koty za płoty:D
Zgłoś naruszenie
Ocena: 4.55

Izabela-Kobielska
Izabela-Kobielska [144/2728] 2009/12/26 15:34
Dziękuję ślicznie za przemilutkie komentarze:* że też ludzie mają cierpliwość do przeglądania tych moich fotek, ale jakoś nigdy nie mogę się powstrzymać i dodam ich zbyt dużo. jak to sie mówi sweeetaśne buziaki przesyłam:*** he he:D
Zgłoś naruszenie
Ocena: 4.55

Torello1906
Torello1906 [739/2219] 2009/11/28 10:24
Jestem pełen podziwu dla Twojego profilu :)) Masz za niego i swą wierność barwom klubowym 10!!!!!!!!!!! Pozdrawiam :))
Zgłoś naruszenie
Ocena: 3.03

Izabela-Kobielska
Izabela-Kobielska [144/2728] 2009/11/27 14:30
Dziękuję ślicznie:* również zostawiam 10 dla Naszej Gnieźnieńskiej dominatorki:)I jeszcze raz dziękuję za wspaniały kalendarz.
zapraszam do fanklubu Startu Gniezno http://www.startgniezno.fanklub.sport24.pl/
Pozdrawiam gorąco=) HEJ START!
Zgłoś naruszenie
Ocena: 4.55

dollores
dollores [20/149] 2009/11/03 22:41
http://www.grzegorzzengota.fanklub.sport24.pl/ zapraszam:)
Zgłoś naruszenie
Ocena: 3.78

Kow-at-L
Kow-at-L [2498/32271] 2009/10/27 10:14
pozdrowienia z Podhala ;-)
Zgłoś naruszenie
Ocena: 4.51

gados123
gados123 [906/2869] 2009/10/17 15:47
10-profil super pzdr
Zgłoś naruszenie
Ocena: 4.2

zbyno60
zbyno60 [3615/12574] 2009/09/27 13:45
Tereniu co z Twoim blogiem ?? :-)).Pozdrawiam i prosze o jakis nowy temat.
Zgłoś naruszenie
Ocena: 4.54

DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
Komentuj
Oceń:
Polityka prywatności Regulamin Reklama Dołącz do nas Kanały rss Kontakt FAQ
Sport24.pl   2007-2012   Wszelkie prawa zastrzeżone
1.4306 -
Firma w holdingu PMPG